Don Kichot współczesnej medycyny cz.1

„Wszystkiego najlepszego, przede wszystkim zdrowia”, „pozdrawiam”, „na zdrowie” – to przykład sloganów i życzeń, którymi posługujemy się codziennie życząc swoim krewnym, przyjaciołom i znajomym tego co najcenniejsze dla człowieka. Czy jednak slogany te nie są pustosłowiem? Niestety, najczęściej tak jest. Chociaż każdy by pragnął być najzdrowszy, to jednak świadomie lub nieświadomie często tego nie czyni. Na przykład pomimo niezaprzeczalnych danych na temat szkodliwości palenia tytoniu blisko 30 % ludzi w USA (a w Polsce nawet więcej) nie może zdobyć się na rzucenie tego zgubnego nałogu. Dieta jest drugim nie mniej ważnym czynnikiem decydującym o zdrowiu człowieka. W przeciwieństwie jednak do palenia tytoniu, wróg nie znajduje się po drugiej stronie barykady, a najczęściej trudno ustalić gdzie w ogóle się ukrywa. Dane na temat szkodliwości (lub dobroczynności) takiej czy innej diety są często bowiem kontrowersyjne.

Współczesna nauka promuje model i posługuje się sloganem diety małotłuszczowej i niskocholesterolowej, „zbilansowanej” i ograniczonej kalorycznie, a także bogatej w witaminy i odżywki.

Poza tym zaleca wysiłek fizyczny i aktywny tryb życia jako środek regulujący przemianę materii i spalanie nadmiaru kalorii oraz zarzucanie rujnujących  zdrowie używek – tytoniu i alkoholu. Praktyka wykazuje jednak, że pomimo tych zaleceń największym zabójcą człowieka pozostają nadal choroby serca i nowotwory, a najbardziej dewastującą chorobą przemiany materii pozostaje cukrzyca – wszystkie te stany mniej lub bardziej zależne od diety.

Pomimo ustawicznego wskazywania właściwego modelu odżywiania rośnie  w krajach wysoko rozwiniętych ilość ludzi otyłych, a już u młodzieży ma już ten wzrost charakter epidemii. Ostatnie statystyki wykazują, że ilość ludzi z nadwagą sięga w USA 53 %. Jak to więc jest, że pomimo wskazywania przez autorytety naukowe na „właściwy” sposób odżywiania, coraz więcej jest otyłości, a zarazem nadciśnienia, zatorów naczyniowych w sercu i mózgu, cukrzycy oraz całej plejady tzw. chorób cywilizacyjnych. Czy naprawdę całą winę można zrzucić na komputery, internet i telewizję, które przykuwają ciało do fotela?

Czy też przyczyna leży gdzie indziej, chociażby w lansowanym ogólnie modelu odżywiania?

Problem jest w tym, że pomimo tysięcy publikacji naukowych na temat fizjologii odżywiania, pomimo olbrzymiej ilości ludzi i instytucji zajmujących się dietetyką wiele jest w tym temacie białych plam. Fakt, że w samych Stanach Zjednoczonych jest co najmniej kilkunastu promotorów odmiennych nieraz skrajnie różniących się od siebie modeli diety, a każdy z tych modeli ma pokaźne grono swoich zwolenników świadczy, jak się wydaje, o małej skuteczności lansowanego oficjalnie sposobu odżywiania.

W wcześniejszych latach, dzięki publikacjom, społeczeństwo polonijne  w Stanach Zjednoczonych zapoznało się z zasadami diety promowanej przez zamieszkałego w Polsce doktora Jana Kwaśniewskiego. Zasady tej diety ustalone zostały ok 50 lat temu i wyłożone są w zrozumiały dla każdego, obrazowy i wyczerpujący sposób w kilku jego książkach. Spora grupa ludzi zaczęła na własną rękę stosować ten zupełnie różny od obowiązującego sposób odżywiania. Warto w tym. Warto w tym miejscu nadmienić, że bardzo podobną dietę promował w Stanach Zjednoczonych, która również wyszła ok 50 lat temu Dr Roert Atkins, którego publikacje rozeszły się w nakładzie w milionach egzemplarzy. Obaj lekarze – autorzy doszli, jak się wydaje, do podobnych konkluzji stosowania w swoim zakresie bardzo podobnych zasad dietetycznych. Są one bulwersujące dla tzw. naukowej dietetyki i odrzucane przez większość lekarzy. Czy słusznie? Artykuł niniejszy ma na celu ułatwienie spojrzenia na tę odmienność.

Co więc tak bulwersuje świat medyczny w diecie doktora Atkinsa i doktora Kwaśniewskiego. Założenia tej diety opierają się na zasadzie uznającej negatywną rolę spożywania węglowodanów jako czynnika powodującego stałą i nadmierną produkcję insuliny. Nadmiar węglowodanów przetwarzany jest w organizmie na tłuszcz, który powoduje otyłość i osadzanie się płytek tłuszczowych w ścianach przyczyniając się do powstawania miażdżycy. Poza tym zakłada się, że węglowodany, czyli tzw. cukry proste i złożone, są gorszym źródłem paliwowym dla organizmu niż tłuszcze. Tłuszcze zatem powinny stanowić główne źródło energii w ramach pożywienia. Przy bardzo małej ilości spożywanych węglowodanów spożywanie tłuszczy nie prowadzi do otyłości, a wręcz przeciwnie – pozwala na ubytek wagi, jak również nie prowadzi do miażdżycy. Spożycie tłuszczy jest ograniczone przez uczucie nasycenia, organizm sam więc reguluje ilość spożywanych kalorii. Zasada diety optymalnej  uznaje zatem tłuszcze jako główny najbardziej „zdrowy” i ekonomiczny dla organizmu  składnik odżywczy diety.

Co jest więc najbardziej szokujące w diecie optymalnej doktora Jana Kwaśniewskiego to zalecenia będące praktycznie odwróceniem zasad dietetycznych  promowanych przez dietetykę naukową i akceptowaną przez świat medyczny. Dość powiedzieć, że dieta naukowa zaleca jedzenie węglowodanów, głównie w postaci owoców, warzyw i tzw. cukrów złożonych, a zmniejszenie spożycia tłuszczy, w tym szczególnie  tzw. tłuszczy nasyconych. Zaleca też jedzenie włóknika (otrębów) jako czynnika ułatwiającego pasaż pokarmowy i wiązanie cholesterolu. Doktor Kwaśniewski zaleca jedzenie jedynie minimalnej ilości węglowodanów, ograniczonej ilości węglowodanów, ograniczonej ilości warzyw, stosowną ilość białka, natomiast dużo tłuszczy – im więcej nasyconych tym lepiej. Odrzuca też rolę włóknika jako zbędnego balastu dla organizmu. Ustala stosunek (w gramach)białek do tłuszczy do węglowodanów w diecie jak 1:3:0,5. Pomimo, że dietę optymalną stosuje z pozytywnym skutkiem w Polsce kilkudziesięciu tysięcy, a w USA kilkanaście milionów ludzi, dieta niskowęglowodanowa / wysokotłuszczowa jest traktowana jako wysoce podejrzana schizma, a w najlepszym razie jest ignorowana.

Ciąg dalszy w kolejnym wpisie 🙂

Warszawa, Trener Personalny, Dietetyk Kliniczny Mariusz Surma

You must be logged in to post a comment.