Węglowodany na noc. Czy to zbrodnia?

Są dwie szkoły: jedna mówi, że węglowodany na noc są absolutnie zakazane, bo odłożą nam się „w boczki”. Najlepiej jeść je rano, natomiast kolacje powinny być wyłącznie białkowe. Ja należę do tej drugiej szkoły. Zwróćcie uwagę na jedną prawidłowość: kiedy jesteśmy zestresowani mamy ochotę na przekąskę, a już szczególnie na coś słodkiego. Jest to związane z faktem, że nasz organizm traktuje węgle jako środek uspokajający i łagodzący napięcie. Koi nasz układ nerwowy i… usypia. Jaki z tego wniosek? Ano oczywisty. Jedzenie węglowodanów podczas śniadania podcina nam skrzydła już na starcie nowego dnia. Jesteśmy „ululani” i nic nam się nie chce. Żeby nasz plan żywieniowy miał sens sugeruję działać zgodnie z organizmem, a nie na przekór jego naturze. Rano potrzebujemy pobudzenia, więc zastrzykiem energetycznym będzie białkowo – tłuszczowy posiłek, a nie nasennie działające pokarmy. Natomiast wieczorem ciało chce wyciszenia, rozhuśtane po całym dniu. Nakarmmy je węglowodanami, a będziemy spać spokojniej, sen będzie głębszy, regeneracja pełniejsza, a my rano szczęśliwsi. Oczywiście cały czas mowa o dobrej jakości węglach, a nie słodyczach, czy białym pieczywie. Trzeba również zwrócić uwagę na optymalną ilość tego makroskładnika w naszym indywidualnym zapotrzebowaniu. Nie należy traktować powyższego postu jako zachęty do jedzenia bez umiaru i byle czego. Chodzi raczej o sam mechanizm działania i współgranie z naszym rytmem dobowym. Zanim więc następnym razem o poranku zafundujecie sobie stertę pieczywa, przypomnijcie sobie w jaki stan wprowadzając nas węgle.

Uwaga: Powyższa prawidłowość nie dotyczy diet niskowęglowodanowych. Te rządzą się własnymi prawami.

You must be logged in to post a comment.